Każda z nas ma jakiś codzienny rozkład zajęć „urodowych”. Jedne poświęcają na nie 10 minut dziennie, inne 2 godziny. A co, gdybyśmy chciały rzetelnie trzymać się harmonogramu-ideału, zgodnego z zaleceniami ekspertów (dermatologów, makijażystów i fryzjerów), lansowanego w prasie kobiecej i reklamach kosmetyków? Czy starczyłoby dnia na… inne przyjemności? (AK)
Co kobieta, to inne nawyki pielęgnacyjne. Ja na przykład co rano wcieram w siebie tyle kosmetyków, ile zwykle nakłada się podczas rozbudowanego zabiegu w spa, ale robię to w tempie absolutnie niemającym nic wspólnego z atmosferą relaksu. Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku (wmasowuję nawet krem na biust i żel rozświetlający na ramiona), ale z drugiej strony gdzieś tam w tyle głowy (równie rzetelenie i ekspresowo potraktowanej kosmetykami) tli się zawsze pytanie: czy to wszystko działa? Czy się nie oszukuję, wrzucając na uda w 3 sekundy żel antycellulitowy, zamiast aplikować go - tak jak zalecono na opakowaniu - w połączeniu z 5-minutowym masażem? No dobrze, ale gdybym tak chciała robić wszystko idealnie, zajęłoby mi to chyba cały dzień. Postanowiłam to policzyć. Oto podręcznikowy plan perfekcyjnej pani własnego ciała:
8.00-8.30: prysznic. A pod prysznicem:
8.30-9.00: część pielęgnacyjna dla twarzy i ciała, czyli:
Uff, wystarczy, bo… 9.00-9.30: robimy fryzurę, czyli:
9.30-10.00 (a nawet do 10.30): make-up godny ręki mistrza makijażu, tj.:
I na koniec porządki w torebkowej kosmetyczce - dobre 10 minut (prawdopodobnie więcej czasu zajmie ci zastanawianie się, co do niej włożyć, niż samo pakowanie).
Poprawki w ciągu dnia - co najmniej godzina, w tym m.in.:
Perfekcyjne dbanie o urodę wymaga też regularnych wizyt w gabinecie:
Jeśli nie byłaś w gabinecie, zaraz po przyjściu do domu czeka cię…
18.00-18.15: dokładny demakijaż i nałożenie kremu (tak zalecają dermatolodzy - aby skóra jak najszybciej odetchnęła). A jeszcze lepiej przed kremem aplkacja maseczki łagodzącej lub nawilżającej (plus 10 minut).
Na tym się jednak nie kończy, bo przecież do nocy jeszcze sporo czasu i prawdziwa uczta dopiero przed tobą. 21.00-22.30: wieczorny seans łazienkowy. A podczas niego:
Zapomniałam o czymś?
Nawet jeśli, podsumowując, wychodzi jakieś… 7 godzin przed lustrem! W takim wydaniu dbanie o urodę zaczyna przypominać… torturę, przynajmniej dla mnie. Poza tym musiałabym wtedy pracować na 1/2 etatu, a z rodziną i przyjaciółkami urządzać sobie spotkania przed lustrem;-)
Mania smarowania w wersji minimum
Mimo że sama od lat piszę o kosmetykach i naprawdę uwielbiam je stosować i testować, namawiam was do trzymania się planu „zdroworozsądkowego”. Mam też parę zasad i sposobów, które pozwalają zaoszczędzić czas. Oto one:
I jeszcze jedno na koniec - moim zdaniem nawet szybko nakładane kosmetyki często mają sens (mój rekord - prysznic z myciem głowy, suszenie włosów, wykremowanie każdej części ciała i pełen make-up - w 15 minut). Sprawiają, że czujemy się po prostu piękniejsze i bardziej zadbane, a to już połowa sukcesu!