Minimum ingerencji, maksimum korzyści. Ten trend w anti-ageing nabiera rozpędu. Chcemy robić szybkie zabiegi w porze na lunch, mimo że często nie dają one aż tak spektakularnego efektu jak skalpel. Dlaczego?
Cdpowiedź wydaje się oczywista:
W Stanach nadejście kryzysu oznaczało drastyczny wzrost mało inwazyjnych metod i ich szybki rozwój, przy jednoczesnym spadku liczby osób korzystających z zabiegów chirurgicznych. Na ten temat rozgorzała cała dyskusja „narodowa”. Wzięli w niej udział lekarze i… ekonomiści. Do jakich doszli wniosków?
Co to oznacza w praktyce?