Ile razy można zaczynać regularnie ćwiczyć? Ja robiłam to… regularnie co najmniej dwa razy w roku. Próbowałam wszystkich sposobów motywacji. W końcu coś zaskoczyło i teraz robię sobie trzy razy w tygodniu godzinną sesję ćwiczeń. Sprawdź, co najlepiej motywuje do wysiłku fizycznego. (AK)
To działa! Zmień nastawienie. Kluby bardziej kojarzą mi się z całonocną imprezą niż z fitnessem. A wizyty na siłowni zawsze były dla mnie, co tu dużo mówić, torturą. Pewnego dnia doznałam jednak olśnienia – ruch może być przyjemnością, relaksem, czasem, w którym mogę w spokoju posłuchać muzyki, a nawet poczytać. Poza tym uświadomiłam sobie, że to nie jest nic ekstra. Mogę ćwiczyć tak „naturalnie” jak się ubieram, śpię czy jem.
Ćwicz to, co lubisz. Czegóż to ja nie próbowałam! Na siłowni wyciskałam ciężary jak Pudzian, na zajęciach z tańca brzucha gibałam się jak kobra przy dźwiękach fletu, na hi-low skakałam jak szalona, na aerobiku czułam się (już prawie) jak Jane Fonda… I nic. Po miesiącu-dwóch kompletnie traciłam ochotę na ćwiczenia, robiłam się znudzona i zniecierpliwiona. W końcu postanowiłam: basen i stary sprawdzony callanetics we własnym domu – to lubię i tego trzymam się od 2 lat.
Ćwicz z koleżanką. Jeśli jest typem superpilnej uczennicy, choćbyś błagała ją o odwołanie zajęć, nie odpuści. Jej zapał udzieli się też tobie (poza tym będziesz miała z kim pogadać w trakcie ćwiczeń). Zdaniem psychologów sportu skuteczne może też być ćwiczenie z kimś, kto wymaga motywowania z naszej strony. Fajnie jest czuć się tą silniejszą, prawda?
Stosuj jednocześnie dietę. Nawet gdy nie planujesz się odchudzać, możesz po prostu zacząć zdrowiej jeść. Dieta & fitness razem działają najlepiej i najszybciej dają efekty – a to dobra (bo namacalna) motywacja.
Nagradzaj się. To superpomysł! Po miesiącu – wymarzona torebka. Po trzech – nowe buty. Nawet nie wiecie, ile przyjemności daje już samo oczekiwanie na takie „wielce zasłużone” rzeczy lub przyjemności, a potem cieszenie się nimi (i oczekiwanie na kolejne).
Kup sobie modne ciuchy do ćwiczeń. Szkoda byłoby przegapić okazję, aby w nich pochodzić, prawda?
A to na mnie kompletnie nie podziałało: Kupno karnetu na cały rok. To na pewno duża oszczędność, pod warunkiem że chodzisz do klubu przez 12 miesięcy, a nie 1,2.
Kupno za małej sukienki. Mam takich w szafie parę. Kupione z myślą, że już niebawem się w nie zmieszczę. Motywacja? Dla mnie bardziej powód do złości niż radości.
Ćwiczenie o ustalonej porze. Niby rano jest najefektywniej i najłatwiej, ale gdy zawaliło się noc, nie da rady. Wieczorem znowu jest tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia… Moja rada: ćwicz wtedy, kiedy chcesz i możesz – bez wyrzutów sumienia. Jeśli możesz przeznaczyć na to godzinę w ciągu dnia (połącz z szybkim lunchem) – super!
Ćwiczenie z osobistym trenerem. Odpadło ze względu na koszty – bo w skuteczność takiego przedsięwzięcia wierzę bez żadnych „ale”. Wszystkie gwiazdy swoje szczupłe sylwetki zawdzięczają właśnie takiej motywacji.
Ustalanie konkretnych celów. Np. w 3 miesiące schudnę 6 kilo. Wymodeluję talię. Poprawię kondycję. Mimo że jestem typem zadaniowca, wolę wierzyć, że robię te wszystkie rzeczy dla dobrego samopoczucia, a nie dlatego, że mam kolejny obowiązek.
Piszcie, proszę, w komentarzach, jak się motywujecie do ćwiczeń. Co wam pomogło, a co zawiodło? Zapraszam!