|
ja bym sobie laser odpuściła...
na moje blizny stosowałam krem z masy perłowej (pomógł!), ale prawdziwe cuda na głebokie blizny czy rozszerzone pory zdziałały kwasy owocowe nakładane przez kosmetyczkę (ale to sie robi w zimę, ze względu na konieczność ochrony przed promieniowaniem UVA i UVB). To w czym ja brałam udział to była seria zabiegów - stopniowo zwiększało się stężenie kwasów - trwało to wszystko ok 3 miesięcy (najpierw samemu stosuje sie tonik, potem 10-12 zabiegów raz w tygodniu, potem min. 4 tygodnie filtra 50 na buzi). Rozmawiałam ostatnio z moją kosmetyczką o tym, że u lekarza jest 1 zabieg, ale za to mocno stężonym kwasem, więc trzeba wziąć czasem tydzień wolnego....to chyba też nie dla mnie. Jakoś wolę nie przeprowadzać laserowo-stężonych eksperymentów na twarzy.
A jeśli po podkłądzie cera nie wygląda za dobrze, to moze warto zmienić podkład albo sposób jego aplikacji?
U mnie np. fatalny efekt dawał puder sypki mineralny L'oreal True Match. Jego zadaniem jest dopasowanie sie do cery i nie można mu tego odmówić. Tyle, że jeśli nałożyło się go więcej niż odrobinę na pędzel, to natychmiast WPASOWYWAŁ sie w pory niemiłosiernie je podkreślając. Naprawdę nie chodzi mi o przeładowanie produktu na pędzlu czy na twarzy.....wystarczyło niewiele, a on natychmiast wtapiał się w skórę i nie dało sie go wcale rozetrzeć. Pierwszy i jedyny raz zdarzyło mi sie coś takiego, wiec może o u Ciebie trzeba poszukać czegoś innego?
|