Jak namawiam mego Grzesia?
Czekam, aż się kurz niesie
po całym naszym mieszkaniu,
zapominam o zmywaniu,
olewam porządki wszelkie,
aż się robią koty wielkie...
Przyznam Wam się, moi mili,
że potem, w krytycznej chwili,
gdy już wytrzymać nie może,
to sprząta moje niebożę,
sprząta, ach, sprząta, aż miło!
Tak więc warto czekać było
i cierpliwość ćwiczyć w sobie.
No i już - tak właśnie robię!