
09-02-10, 11:08
|
 |
Administrator
|
|
Zarejestrowany: May 2009
Posty: 831
|
|
KONKURS "I wciąż go kocham" - ZAKOŃCZONY!
Do rozdania mamy 5 egzemplarzy książki, na podstawie której powstał wchodzący właśnie do kin bestsellerowy film o tym samym tytule.
Zadanie konkursowe polega na napisaniu krótkiego opowiadania (do 1000 znaków) pt. „I wciąż GO kocham” i wstawieniu go jako kolejny post w tym temacie.
Nasz konkurs trwa od 09 do 16.02.2010 r. (włącznie).
|

09-02-10, 15:44
|
 |
Member
|
|
Zarejestrowany: Feb 2010
skąd: Wrocław
Posty: 40
|
|
|
"I wciąż go kocham"
Chociaż minęło już prawie 10 lat od naszego rozstania, mogę śmiało powiedzieć, że wciąż go kocham. Do tej pory przetrzymuję w małym pudełku,w kącie szafy,pamiątki naszej miłości. Nasze pierwsze spotkanie pozostanie w mojej pamięci na zawsze, tego jestem pewna. Często kiedy mam chwilę oglądam zdjęcia, staram sobie przypomnieć te 8 wspólnych miesięcy, które w tamtym czasie były dla mnie nieskończonością, każda chwila spędzona w pobliżu ukochanego, zdawała się nie mieć końca, a jednak
wszystko się skończyło. Nie obwiniam o to nikogo, tak musiało być, jestem wdzięczna, że mogłam przeżyć tak piękną miłość, pierwszą miłość. Wszystko zaczęło się w tej małej pływalni w pobliżu uczelni. Odbywały się właśnie jakieś zawody, nawet nie pamiętam, dlaczego tam się znalazłam. Wiem, że poszłam tam z Kasią, moją najlepszą przyjaciółką. Zobaczyłam go zaraz po tym jak weszłyśmy, on mnie nie widział bo słuchał wtedy swojego
trenera. Poczułam gorąco rozpalające całe moje ciało, na chwilę wstrzymał się mój oddech. Drugi raz w życiu to poczułam. Znając jednak moją nieśmiałość wiedziałam, że do niczego nie dojdzie... Obserwowałam go przez cały czas, kiedy nadszedł czas by wyjść, poczułam wielki smutek, ale w marzeniach zdążyłam już przeżyć nasze spotkanie. Niespodziewanie przy drzwiach pojawił się on. Przywitał się i powiedział, że zauważył, że mu się przypatruję. Poczułam się nieco zażenowana, jak małe dziecko przyłapane na gorącym uczynku. On jednak zaproponował wspólne spotkanie,
umówiliśmy się w parku. Od tamtej pory byliśmy razem. On przeprowadził się do mojego mieszkania, wszystko się świetnie układało dopóki, nie dostał szansy wyjechania do USA i trenowanie z najlepszymi, sama zachęcałam go do wyjazdu, szansa która mogła odmienić jego życie i odmnieniła, wyjechał, jednak nie dotarł tam gdzie miał, zginął w wypadku samochodowym zaraz po opuszczeniu lotniska. Nasz związek trwał krótko, ale miłość pozostała na zawsze.
|

10-02-10, 09:58
|
|
Banned
|
|
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 21
|
|
|
KONKURS "I wciąż go kocham" ---Kochać Cię nie przestanę.
Ciągle Go kocham i kochać nie przestanę. Najpiękniejsze chwile jakie pamiętam,
spędziłam z nim w Paryżu.. Zakochałam się w tym mieście tak jak w moim
mężu.. Obudziliśmy się o świcie w wielkim hotelowym pokoju.-.kochaliśmy
się gdy jeszcze cały Paryż był otulony nocą, kiedy każdy śnił swe sny-
byliśmy ze sobą-tylko dla siebie.
Zjedliśmy śniadanie w małej restauracji na rogu , póżniej poszliśmy
na spacer wzdłuż Loary. Mąż trzymał mnie za rękę, uśmiechając się
do ludzi. Zakochaliśmy się w sobie na nowo. Zapomnieliśmy na chwilę o
codzienności, pracy ,obowiązkach. Ten dzień był tylko dla nas.Pamiętam
jak w wesołym miasteczku wygrał dla mnie pluszowe serduszko,a potem
zaczęliśmy się kręcić na karuzeli z dziecięcych marzeń.. Wbijałam
paznokcie w Jego kolana kiedy z koła młyńskiego zobaczyłam cały Paryż.
Wiedziałam, , że ma lęk wysokości , mimo tego zrobił to dla mnie.
Kolację zjedliśmy na statku, podziwiając architekturę tego wspaniałego
miasta.. Patrzył mi w oczy jakby widział mnie pierwszy raz , jakby widział w
nich coś więcej.!
O 24:00 oglądaliśmy tysiące światełek migocących przez 10 minut na
wieży Eiffla..
Wróciliśmy do hotelu..Wspólna kąpiel w wannie wypełnionej gałązkami
lawendy i ten cudowny zapach unoszący się wokół-Tego nie da się
zapomnieć -czułam się jak dziecko które dostało wymarzoną zabawkę..Zasnęłam wtulona w Jego ramionach. Za te ramiona wtedy oddała bym cały Paryż.. Do dzisiaj
Potrzebuję tylko Jego, żeby był przy mnie blisko --bo wciaż go kocham.
|

10-02-10, 15:46
|
|
|
|
I wciąż GO kocham
Był moją pierwszą wielką miłością. Spotkaliśmy się kiedy byłam jescze w liceum. On - niewiarygodnie przystojny, szarmancki. Ja - przeciętna uczennica drugiej klasy. Wcześniej nie zwracałam na niego uwagi, nie wiedziałam nawet o jego istnieniu. Wszystko zmieniło się podczas jednej ze szkolnych wycieczek. Grupa najlepszych młodych dziennikarzy w szkole została wydelegowana na dwudniowe wykłady do Warszawy. Zauważyłam go dopiero, gdy dosiadł się do naszego przedziału w pociągu. Bez przerwy ukradkiem na siebie spoglądaliśmy. Spędziliśmy ze sobą cały wolny czas, w nocy siedzieliśmy na korytarzu z kubkiem herbaty rozmawiając do białego rana. Po powrocie do naszego miasta zaczęliśmy się spotykać. Słyszałam dużo sprzeciwów, wszyscy mówili że nie powinnam dawać mu szansy. Miał opinie typowego amanta. Uwodził dziewczyny, a później je zostawiał. Może nie znałam go tak dobrze, ale wydawał się zupełnie inny niż mówili inni. Tak bardzo byłam w nim zakochana, tak bardzo chciałam mu wierzyć. Po sześciu cudownych miesiącach dowiedziałam się musi wyjechać na rok do Szkocji. Ostatni miesiąc jaki spędził w Polsce był chyba najpiękniejszym okresem w moim życiu. Ciągłe zapewnienia, że jak tylko wróci zaczniemy wszystko od nowa, że bardzo mnie kocha i nigdy nie zostawi. Tęskniłam za nim, ale wiedziałam, że musze być cierpliwa. Codziennie ze sobą rozmawialiśmy, wysyłaliśmy e-maile. Ten intensywny kontakt trwał tylko 4 miesiące. Potem odzywał się już coraz rzadziej. Byłam wyrozumiała, wmawiałam sobie, że kiedy tylko wróci będzie tak jak dawniej. I było... Rok później, bardzo podekscytowana czekałam na niego na lotnisku. Wydawał się taki szczęśliwy kiedy znów mnie zobaczył. Stwierdziliśmy, że musimy dać sobie narazie trochę czasu. Zdecydowaliśmy się na wolny związek. Było tak cudownie, pomimo że oficjalnie nie byliśmy razem. Po jakimś czasie coś zaczęło się psuć. Mój ukochany dziwnie się zachowywał, był bardzo rozdrażniony. Po niedługim czasie zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o tym co naprawdę wydarzyło się w Szkocji. Adam notorycznie mnie tam zdradzał a ostatnio dostał wiadomość o ciąży jednej ze swoich kochanek. Nie chciałam go znać, żałowałam, że wtedy dałam mu szanse, że pozwoliłam mu sie do siebie zbliżyć i że czekałam na niego jak głupia w Polsce kiedy on świetnie bawił się tam moim kosztem. Niedługo on znów wyjechał i dopiero wtedy zrozumiałam, że pomimo tego, że był rzeczywiście taki jak mówili inni, że mnie zdradzał i tylko się mną bawił to że tak naprawde wciąż go kocham. Że jestem od niego uzależniona, nie potrafię o nim zapomnieć i gdy wyciągam nasze wspólne zdjęcia to na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Ostatnio, zadzwonił telefon. Ku mojemu zdziwieniu kiedy podniosłam słuchawkę usłyszałam jego głos. Długo rozmawialiśmy, jak gdyby nigdy nic. Wiem, że mimo tego co mi zrobił wciąż go kocham i że strasznie mi na nim zależy chociaż nie wiem czy udałoby się nam jeszcze raz...
|

10-02-10, 19:11
|
|
Junior Member
|
|
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 28
|
|
|
I wciąż GO kocham
Malował czasami krzywe linie i grał fałszywe nuty. Chodził z głową w chmurach, a potem twardo stąpał po ziemi. Ale jak! Wszystko co robił, miało dla mnie sens i potrafił mnie oczarować swoją miłością. Zaczarować!
Czasami mięta przestawała pachnieć miętą, a słońce uciekało smutno za horyzont, lizane słonym smakiem łez. Ale nigdy nie zgubiłam tego, co było na początku: bezsprzecznego poczucia bezpieczeństwa i zaufania, które stały się początkiem szczerej miłości.
Były momenty, w których nie byłam w stanie odbić się od przytłaczającej, obarczającej, gęstniejącej od problemów codzienności. Wtedy sięgał nieba i sprowadzał dla mnie ukojenie, nigdy nie zostawiając samej…
A kiedy wychodził z domu trzaskając drzwiami, mimo ogromnej złości i żalu – tęskniłam.
Dał mi coś, co nigdy nie znajdzie właściwej definicji: kochanie dzień po dniu. Radosne, czasami przewrotne, wybaczające, jedyne i najlepsze.
Życie potrafi dać tak wiele. Więcej, niż możemy przypuszczać. Czasami wystarczy tylko otworzyć swoje serce…
|

11-02-10, 20:33
|
|
Banned
|
|
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 9
|
|
|
Los nigdy nie był mi przychylny, pomimo tego , że dawno juz ukończyłam
swoje naste urodziny , to nigdy nie miałam chłopaka ,tak naprawdę to
nigdy nawet nie miałam prawdziwego kolegi.-Tak to już w życiu bywa
.Miałam za to mnóstwo marzeń, lecz jedno z nich było nieco silniejsze
.Tak silne , że postanowiłam pomóc losowi ..i tak spotkałam Ciebie ..
Poznałam cię na czacie i zakochałam po kilku naszych rozmowach. Oczywiście, że nakłamałam. Każdy kłamie. No może oprócz ciebie, ty powiedziałeś jak wyglądasz, bo przecież, dlaczego taki przystojniak miałby kłamać? Ja za to przedstawiłam siebie tak, jak chciałabym wyglądać. Zamiast niską brunetką, byłam wysoką blondynką, z
nogami po samą szyje, nawet kolor oczu zmieniłam, a tego akurat nie
musiałam robić, bo moje zielone oczy są ok, ale poszłam na całość. Potem
już głupio było się wycofać, zresztą tak fajnie mi się z tobą
rozmawiało, że właściwie nie chciałam tego zepsuć. A tymczasem sytuacja
dojrzała do tego, że powinniśmy się spotkać.
Wtedy już nie miało znaczenia czy się przyznam, że kłamałam, czy sam
zobaczysz. Byłam ciekawa, czy faktycznie jesteś takim interesującym,
przystojnym mężczyzną, za jakiego się podawałeś. I nareszcie miałam
szansę iść na kawę z facetem, nie z koleżankami.
Poznałam cię od razu. Nie było dziewczyny, która by się za tobą nie
obejrzała.
Stałeś w umówionym miejscu, z pękiem róż i rozglądałeś się za smukłą
blondynką. Nabrałam powietrza w płuca i podeszłam.
- Dzień Dobry! To ja - przedstawiłam się, bo przecież nie mogłeś mnie
poznać.
- To TY? - w twoich oczach i w twoim głosie było rozczarowanie, ale
przecież tego się spodziewałam.
- Tak, to ja, troszkę nakłamałam.
- Troszkę? - spojrzałeś na mnie, bardzo krytycznie.
- No troszkę- dodałam ze skruchą; - Włosy?- Mogę przefarbować.
- Wzrost? - Widocznie mam inną miarkę, zaraz jak wrócę do domu, to ją
wyrzucę.
- Waga? -Jeśli chcesz, przejdę na dietę.
Spojrzałam na ciebie dyskretnie, dojrzałam lekki uśmiech na twojej
twarz, w zasadzie to taki grymas, ale i tak uznałam to za sukces.
- To, jak już przyjechałeś, skorzystasz z mojego zaproszenia i napijesz
się ze mną kawy?
- No, nie wiem, czy to ma sens.
- Ja stawiam- dodałam błagalnie.
- Dobrze - zgodziłeś się bez entuzjazmu.
Taki przystojny, taki inteligentny i taki szarmancki, czy tacy faceci
istnieją? Okazuje się, że tak! Pomogłeś mi zdjąć kurtkę, odsunąłeś
krzesło, bym mogła posadzić swój nie najmniejszy tyłek.
- Szkoda, że to pierwsza i ostatnia randka - przez moment zrobiło mi się
smutno na tą myśl.
- Co zamawiamy? - spytałeś.
- Dla mnie lody czekoladowe z bitą śmietaną i kawę z koniakiem,
poproszę-zamówiłam nie patrząc ci w oczy. Trudno, pomyślałam, jak
przyjemność to na całej linii; i dla ciała i dla ducha! Przecież już i
tak nic nie zmienię.
Proponuje ci zamówić to samo - spojrzałam zalotnie.- Tak na poprawę
nastroju - dodałam.
-Dlaczego szukasz towarzystwa w Internecie? - zapytałam, tak żeby w
ogóle coś powiedzieć.
- Szukam jak każdy. Dlaczego zadajesz takie banalne pytania? Na czacie
rozmawialiśmy o wiele ciekawiej. Może to jednak nie TY? - zapytałeś z
nadzieją.
- Chciałbyś! Nic z tego, to ja twoja wspaniała " Dzika Orchidea".
A jednak cię rozśmieszyłam. Później już było całkiem fajnie,
rozmawialiśmy o wszystkim - tak jak na czacie i prawie zapomniałam, że
wciąż patrzysz na mnie podejrzanie. Ale wszystko, co miłe szybko się
kończy.
- Odprowadzisz mnie do domu? - podjęłam desperacką próbę odwleczenia
chwili nieuniknionego rozstania, na zawsze. Mieszkam, co prawda tu
niedaleko, ale zrobiło się już ciemno. Oczywiście, że mi nie odmówiłeś,
przecież jesteś prawdziwym dżentelmenem, a ja ucieszyłam się, że jeszcze
trochę czasu spędzę z tobą.
- Czy spotkamy się jeszcze?- zdobyłam się na jeszcze jedną próbę
utrzymania naszej znajomości.
- Nie wiem, muszę to sobie wszystko przemyśleć- odpowiedziałeś.
Ok, faceci przecież wolno myślą
mimo wszystko, dałam sobie jeszcze
odrobinę nadziei.
Niespodziewanie pocałowałeś mnie na pożegnanie. Ach, co to był za
pocałunek! Nogi się pode mną ugięły. Potem, odwróciłeś się i odszedłeś
nie oglądając się za siebie. Ja natomiast, jeszcze długo stałam
oszołomiona pod drzwiami mieszkania.
Zaglądałam na czat przez 3 tygodnie, w 22-gim dniu od spotkania, dałam
sobie spokój, postanowiłam zapomnieć o tobie i więcej nie szukać
znajomości w sieci, a rozejrzeć się za kimś, kto zainteresuje się mną w
Realu. Do wyboru miałam jeszcze zrobienie kariery zawodowej. Ponieważ
jednak w Realu, też nikt się mną nie interesował, wyjęłam podręcznik do
ekonomi. Otworzyłam książkę na pierwszej stronie, kiedy zadzwonił
telefon. Hello - odebrałam, chociaż nie mam w zwyczaju odbierać
anonimowych telefonów i oczywiście, tak jak się spodziewałam, nikt po
drugiej stronie się nie odzywał. Wróciłam, więc do podręcznika.
Nie na długo, tym razem edukację przerwał mi dzwonek do drzwi.
Odrzuciłam podręcznik zadowolona, bo tak naprawdę chyba nie miałam
ochoty się uczyć. Otworzyłam drzwi; najpierw pojawił się bukiet
storczyków, później TY.
- Za długo to trwało. Nie mogę jednak żyć bez rozmów z tobą, bez ciebie
byłeś przeuroczy. Chcesz być ze mną? - spytałeś. W odpowiedzi, po
prostu rzuciłam ci się na szyję.
|

11-02-10, 22:14
|
|
Banned
|
|
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 15
|
|
|
Autobusowa miłość.
Mężczyznę moich marzeń pierwszy raz zobaczyłam w autobusie numer 27. Był
jednak problem: on był tam , ja po drugiej stronie na przystanku.!
Jednak gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały już wiedziałam, że "to
właśnie ten jedyny". Ale co miałam zrobić?! Nie mogłam zablokować
przecież całego skrzyżowania, ani też zatrzymać autobusu! Wróciłam więc
co domu i zaczęłam kombinować. W końcu postanowiłam, że przez najbliższy
tydzień mniej więcej o tej samej porze, będę wsiadać w autobus i
przeczesywać go wzdłuż i wszerz, by Go znaleźć! Zadzwoniłam do pracy,
nakłamałam i powiedziałam że muszę wziąć pilnie tydzień wolnego.
Rozpoczęłam moje codzienne wędrówki: jeździłam 2-3 przystanki,
wysiadałam , kręciłam się do przyjazdu kolejnego autobusu. Niestety,
nigdzie go nie było. Wtedy wpadłam na świetny pomysł. Rozwiesiłam na
przystankach beznadziejne ogłoszenie: "Cześć jestem Lilka, to moje
zdjęcie, jeśli widziałeś mnie w samochodzie a ja Ciebie w autobusie to
zadzwoń!" Numer telefonu też oczywiście podałam. Generalnie nie wiem
czego się spodziewałam . Codziennie dostawałam po kilka głupich sms-ów,
było też parę głuchych telefonów od niedojrzałej młodzieży i nic poza
tym. Nie zamierzałam się jednak poddać! Nie uwierzycie , ale ponownie
wzięłam kolejny tygodnia urlopu! I przez dwa następne tygodnie
jeździłam autobusem 27 w nadziei, że to może właśnie dziś. Aż w końcu,
zobaczyłam go! Serce zaczęło walić mi jak oszalałe, ręce drżały. Ale
odważyłam się podejść. Moje "cześć" było tak niemrawe, że dopiero za
czwartym razem je usłyszał. Uśmiechnął się, odsłaniając śnieżno białe
zęby i odpowiedział! Zaczęliśmy rozmawiać, umówiliśmy się na kawę. Tak
mija już 25 rok odkąd jesteśmy razem i wcale tego nie żałuję.
|

12-02-10, 11:53
|
|
Junior Member
|
|
Zarejestrowany: Oct 2009
Posty: 28
|
|
Eee, 25 lat temu i sms'y  ?
|

12-02-10, 13:06
|
 |
Senior Member
|
|
Zarejestrowany: Nov 2009
skąd: Warszawa
Posty: 292
|
|
|
Już nie chodzimy na romantyczne spacery, nie latamy po dyskotekach, nie mamy tego szaleństwa w oczach. A on potrafi bekać przy mnie, dogryzać, migać się od zmywania naczyń czy tez po prostu siadać przed tv z chipsami zamiast rozmawiać o wszystkim i o niczym. Zamiast prawic komplementy, przynosić kwiaty i prezenty, przynosi marną wypłatkę i kolejne problemy z którymi musimy się borykać.
W sumie to czasami mamy się dosyć, kto by myślał na początku ze będziemy drzerc ze sobą koty o dosłowne...głupoty!
Lecz gdy jadę z dzieciakami do mamy na tydzień lub dwa- w zależności czy się pokłóciliśmy przed wyjazdem. Tęsknię...
Pomimo że jest upartym osłem, myśli ze zawsze ma racje, lubi science fiction, marnować czas na wędkowanie i czasem nie myje zębów... To wciąż Go kocham i nigdy nie zamieniłabym go na nowy lepszy model. Nie żałuje żadnej chwili spędzonej z moim mężem.
|

12-02-10, 17:07
|
 |
Senior Member
|
|
Zarejestrowany: Oct 2009
skąd: okolice Śremu
Posty: 176
|
|
|
Miłość do Paryża , która przerodziła się w sen o nieznajomym
Nie pamiętam jak i kiedy to się stało. Wędrowałam pięknymi , malowniczymi uliczkami Paryża. Samotnie przechadzałam się , i byłam wprost zachwycona tym miastem.Cisza i spokój jaki ogarniał to miejsce był nie do opisania... czułam że żyję, że powrócę tu nie raz. Wszystko było cudowne gdyby nie fakt że w Mieście Zakochanych byłam samotna... Spacerowałąm bardzo długo , nagle zdałam sobie sprawę że tuż przede mną ukazała sie wieża Eiffla ... spoglądałam na jej szczyt gdy nagle zobaczyłam przed sobą jego... Czarnoskóry, przystojny mężczyzna. Uśmiechał się domnie tak słodko że nagle poczułam szybsze bicie serca... patrzeliśmy sobie w oczy dosłownie kilka sekund. Nagle w jego ramiona rzuciła się śliczna blond dziewczyna. Odchodząć spojrzał na mnie tak przenikliwie że nogi mi zadrżały. czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? tego nie wiem, ale wiem że zakochałam się w nim na zabój. Po powrocie do domu moje myśli krążyły tylko wokół niego, mężczyzny z mojej podróży. teraz wiem że na pewno tam wrócę . Znów będę spacerować i może kiedyś spotkam mojego księcia pod wieżą Eiffla... dlaczego? bo wciąż go kocham i zapomieć nie potrafię!Wspominając to zdarzenie łza kręci mi się w oku. Możę moja podróż to znak że muszę go odszukać, znak że Paryż jest naprawdę miejscem ZAKOCHANYCH!
Z dedykacją dla cudownego nieznajomego , który swym spojrzeniem skradł mi serce i zawrócił w głowie. Dla cudownego mężczyzny którego pragnę odnaleźć.. dla Francuza , który porażał swym uśmiechem i w końcu dla mojego wymarzonego księcia z którym mam zamiar jeszcze kiedyś się spotkać...
|
| Narzędzia wątku |
|
|
| Wygląd |
Wygląd liniowy
|
Zasady postowania
|
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów
HTML kod jest Wyłączony
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:48.
|