SPA W TUNEZJI

SPA W TUNEZJI

1881
0
PODZIEL SIĘ

hotele, Tunezja, wakacje w Tunezji

Hotele & spa w Tunezji: Golden Tulip (Mahdia), Hasdrubal (Port El Kantaoui), Royal Elyssa Thalasso & Spa (Monastir), Movenpick Resort & Marine Spa (Sousse)

Już teraz warto pomyśleć o wakacjach 2013, bo biura turystyczne zaczynają sprzedawać ofertę na ten okres – zwykle ze zniżką „first minute”. My polecamy pobyty dla urody. Kierunek: Tunezja, która zachwyciła mnie nie tylko bogatą ofertą świetnych ośrodków thalassoterapii (drugą na świecie, tuż po Francji), ale też pięknymi plażami, przyjaznymi ludźmi i pysznym jedzeniem. A wszystko w umiarkowanych cenach i tylko 2,5 godz. lotu z Polski. 

Tekst: Anna Kondratowicz

Nie będziesz się tutaj nudzić, jeśli w ogóle znajdziesz czas wolny między plażowaniem a zabiegami morskimi. Tunezja obfituje w zabytki gromadzone już od czasów fenickich, a pozostałości Kartaginy i ogromnych term rzymskich pod Tunisem zrobią wrażenie na wszystkich – nawet na dzieciach! Warto też zajrzeć na arabskie mediny, mają swój urok i możesz tutaj kupić wiele wspaniałych lokalnych produktów, także kosmetycznych. Poniżej, specjalnie dla Was, mój prywatny miniprzewodnik „beauty” po Tunezji:

Thalassoterapia

W Tunezji znajduje się wiele wspaniałych ośrodków thalassoterapii (czyli takich, które wykorzystują w terapiach i zabiegach wodę morską), spa i odnowy biologicznej. Jest to drugie po Francji światowe centrum thalassoterapii. Wszystkie tunezyjskie ośrodki tego typu pozostają pod podwójną kontrolą: Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Turystyki. Zgodnie z obowiązującymi normami międzynarodowymi, są one zazwyczaj połączone z hotelem, choć możesz też z nich korzystać „z zewnątrz”, nawet gdy pozostajesz w innym hotelu. 

spa w Tunezji

Od lewej: klimatyczna część zabiegowa w Royal Elyssa (Monastir), salon zabiegowy z jaccuzi w Movenpick (Sousse) i baseny w ośrodku Nahrawess (Hammamet).

Oferta ich zabiegów jest ogromna, ale ja zdecydowanie polecam korzystać przede wszystkim z tego, czego brakuje w naszych ośrodkach spa – wody morskiej! Koniecznie udaj się do hammamu, czyli ogromnej sauny – najpiękniejsze są te o klasycznym wystroju (kamień, arabskie ozdoby). Klasyczny zabieg zaczyna się tutaj od peelingu, potem gorąca sauna, maska błotna z popularnej w tym regionie glinki mineralnej rhassoul (znanej też tutaj jako ghassoul lub tfal), a na koniec zimne jacuzzi lub chociaż prysznic! Bosko, będziesz czuła się jak nowo narodzona! Bardzo przyjemne jest też korzystanie z basenów thalassoterapeutycznych czerpiących wodę prosto z morza – to świetny relaks dla dużych i małych. Zabiegi kosmetyczne też zwykle opierają się na produktach z morskimi składnikami (np. algami), m.in. znanej i lubianej także w Polsce marki Thalgo czy Thal'ion. Miałam okazję odwiedzić kilka tego typu ośrodków, m.in.:

  • The Angelite Spa w hotelu Regency w Tunisie (www.regencytunis.com) – polecam tutaj przede wszystkim klasyczny hammam, 
  • Royal Elyssa Thalasso & Spa w Monastirze (www.royalelyssa.com) – wyjątkowe designerskie spa na dwóch poziomach, ze wspaniałymi basenami z wodą morską, w wystroju łączące elegancję i nowoczesność z lokalnymi tradycjami, oprócz części tzw. mokrej znajdują się tutaj spa Thal'ion i spa Cinq Mondes,
  • Hasdrubal Thalassa & Spa (www.hasdrubal-thalassa.com) – bardzo przyjemny hotel, duży, choć jednocześnie dość kameralny, a w nim nastrojowe spa w kwiatach! 
  • Thalasso & SPA Nahrawess w Hammamecie (www.nahrawess.com) – olbrzymi ośrodek thalassoterapii, przypominający te znajdujące się we Francji; jest tutaj absolutnie wszystko, czego potrzebujesz nie tylko dla zdrowia, ale i dla urody; świetny hammam i basen z widokiem na morze.

Hammam, Tunezja
Wspaniały hammam w ośrodku Nahrawess

Specjalne wyjazdy do ośrodków thalassoterapii ma w swojej ofercie m.in. biuro Best Reisen (www.bestreisen.com.pl).

Uwaga, uwaga! Dobra wiadomość – już niebawem będzie można korzystać z zabiegów inspirowanych światem piękna Tunezji w warszawskim salonie Yonelle (www.yonelle.pl). Damy Wam znać, jak tylko będą dostępne.

Kosmetyki

Wizyta w Tunezji to doskonała okazja do pobuszowania wśród lokalnych produktów kosmetycznych – olejkom, perfumom, ekstraktom, mydełkom nie ma tu końca! Bardzo bogatą ofertę mają zwłaszcza handlarze na sukach – można tutaj np. kupić ziołowe preparaty do farbowania włosów, węgiel do malowania oczu, hennę i wiele innych specyfików, których przeznaczenia trudno się domyślić (na szczęście spokojnie można dogadać się po angielsku, wszyscy Tunezyjczycy mówią też po francusku – to tutaj drugi, nieoficjalny język). W barwnym sklepiku z różnościami do pielęgnacji na medinie w Tunisie kupiłam olejek arganowy – co prawda pochodzi on z Maroka, ale jest bardzo popularny w Tunezji. Buteleczka kosztuje od ok. 15 do 40 zł w zależności od pojemności i firmy. Smaruję nim codziennie wieczorem twarz i oczekuję efektów – mają się pojawić niebawem, w co bardzo wierzę, biorąc pod uwagę, jak piękną skórę mają Tunezyjki. Polecam też perfumy – głównie na bazie jaśminu (narodowy kwiat Tunezji, nawet panowie przechadzają się tutaj z jaśminem za uchem) i piżma w kilku rodzajach. Niespotykane i bardzo trwałe zapachy! 

Podczas mojego pobytu miałam też okazję odwiedzić dwa fajne miejsca produkujące własne kosmetyki:

mydełka, naturalne kosmetyki, kosmetyki w Tunezji

 

Palais Artisan (www.palaisartisan.com) – marka założona przez znaną w Tunezji projektantkę mody (tradycyjne wzory w nowoczesnym wydaniu) Siwar Ben cheikh Beji, która ma w Tunezji atelier z ubraniami, meblami, dodatkami do domu i własnym kosmetykami – są to przede wszystkim organiczne mydła, wody zapachowe, olejki, glinki itp. 

Naturalne mydełka z manufaktury Palais Artisan

• Amarante Parfums (www.amaranteparfums.com) – nieduża manufaktura (jej właścicielami są Francuz i Włoszka), która od kilkunastu lat tworzy luksusowe kosmetyki naturalne (wspaniałe mydła, piękne zapachy), dostępne w ekskluzywnych butikach na świecie, oprócz Tunezji – m.in. w Saint Tropez i Mediolanie. Marka sprzedaje też biżuterię projektu właścicielki (wiele kosmetyków ma też biżuteryjne wykończenie – jak mydło w kształcie kuli z zawieszką-rybą na zdjęciu poniżej). Niesamowite jest to, że absolutnie wszystko – łącznie z elementami do biżuterii czy opakowaniami – jest robione na miejscu. Marka produkuje też wiele kosmetyków hotelowych.

Amarant Parfumer, kosmetyki tunezyjskie

Hotele 

Mimo podobnej liczby gwiazdek hotele mogą różnić się standardem, warto więc dobrze sprawdzać ofertę przed wyjazdem. Pokoje w hotelach są zwykle przestronne z dużym oknem i wyjściem na balkon (naprawdę warto dopłacić za widok na morze!). Bufetowe jedzenie jest smaczne (zwykle to duży wybór lokalnych przysmaków obok kontynentalnych posiłków), w łazienkach znajdują się ręczniki, suszarki, podstawowe minikosmetyki. Większość z obiektów ma piękne otoczenie – zadbane ogrody wokół aż zapierają dech w piersiach, baseny (i te kryte, i te na zewnątrz) są duże i zachęcają do korzystania (najczęściej jest to cały kompleks basenów różnej wielkości). Jeśli lubisz plażowanie, szukaj hoteli położonych tuż nad morzem – zwykle wystarczy przejść przez ogród, aby dotrzeć na szeroką piaszczystą plażę, a w nocy ukoi cię do snu szum morskich fal.

Ceny? Średnio wysokie, powiedziałabym, że umiarkowane. Za pobyt 7-dniowy z wyżywieniem zapłacisz w lipcu od około 1500 zł wzwyż (zależy od hotelu i oferty). Ceny na mieście są podobne jak w Polsce, bardzo tania i pyszna jest kawa w kawiarniach (ok. 2-4 zł)! Warto próbować lokalnych smakołyków – świeżo obrana opuncja ze straganu na ulicy smakuje jak ambrozja! A propos jedzenia na ulicy i obawy przed tunezyjską odmianą „zemsty Faraona” 😉 Ja nie miałam żadnych dolegliwości żołądkowych, oczywiście pilnowałam, aby zawsze pić butelkowaną wodę, ale zdarzyło mi się też wypić świeżą lemoniadę z ulicznego „saturatora”. Zdaniem bywalców najlepiej przygotować się do takiego wyjazdu, zażywając na tydzień przed i w trakcie probiotyki (np. Trilac, Acidolac). U mnie to zdało egzamin. 

 

Jedzenie

Py-cho-ta! Odurzające bogactwo smaków i zapachów, niesamowity wybór świeżych owoców i aromatycznych warzyw powodują, że najprostsze potrawy smakują tutaj wyśmienicie. Ja byłam w Tunezji pod koniec listopada, gdy trwa tutaj sezon na daktyle, które sprzedawcy kusząco wywieszają na ulicach – uwierzcie mi, takie prosto z gałęzi są słodsze niż czekolada, a mówi to niebywały łasuch! 😉 Bardzo często serwowanym deserem (prostym i smacznym) są granaty – podawane w miseczce, polane wodą z kwiatu pomarańczy, posypane odrobiną cukru.

Każdy „konkretny” posiłek zaczynałam natomiast od harissy – to tradycyjna tunezyjska przyprawa na bazie ostrej suszonej papryczki, podawana zwykle w postaci pasty, do której dodaje się odrobinę oleju z oliwek (już na talerzu), aby złagodzić jej smak. Chleb maczany w tej mieszance jest po prostu obłędny! Przyznam szczerze, że najmniej smakował mi kuskus, którego Tunezja jest stolicą. Pyszne są za to ryby (zwłaszcza mięsisty okoń morski czy tuńczyk – tutaj nawet ten z puszki smakuje inaczej) i świetnie przyprawiane owoce morza.

Typowymi potrawami są też sałatka mechouia z grillowanej papryki i pomidorów oraz brik (rodzaj cienkiego naleśnikowego ciasta faszerowanego tuńczykiem, kaparami i jajem sadzonym). Rozsmakowałam się ponadto w pysznej sałatce tabular – to posiekana natka pietruszki w dużej ilości, z odrobiną pomidora, czosnku, kaszy jęczmiennej lub kuskusu, doprawiona oliwą z oliwek, solą i pieprzem. Polubiłam także lokalną herbatę – z dodatkiem świeżej mięty, z dużą ilością cukru (choć mnie smakuje też na gorzko) i garstką pływających orzeszków piniowych. Restauracje klasyfikuje się „widelcami”, gdy zobaczysz przed wejście tabliczkę z 3 widelcami – na pewno warto tam wejść.  

targ, Tunezja

Na tunezyjskich medinach i targach można kupić absolutnie wszystko. Polecamy lokalną ceramikę, przyprawy oraz bogactwo zapachowych olejków i naturalnych kosmetyków!

Miejsca warte zobaczenia

Miałam okazję być tylko w kilku:

Medina (czyli starówka) w Tunisie – miasto w mieście, labirynt starych uliczek i gwarnych suków wpisanych przez Unesco na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury. Mnie zdecydowanie najbardziej zauroczyły uliczki ze sklepikami sprzedającymi perfumy, biżuterię oraz ręcznie tkane dywany i materiały (piękne tunezyjskie chusty w wielu spa używa się zamiast ręczników! ). Widziałam kapitalny vintage shop ze starymi tradycyjnymi ubraniami, XIV-wieczny dom przerobiony na sklep (z zachowaniem wnętrz) oraz wspaniałą rezydencję burżuazji zamienioną na restaurację. Piękne miejsca!

Kartagina – wielki kawałek historii, miasto założone w IX w. p.n.e. przez Fenicjan, zniszczone przez Rzymian, a potem odbudowane. Na mnie szczególne wrażenie zrobiły termy rzymskie, które pokazują, jak dla starożytnych ważna była dbałość o strefę ducha i ciała. Bierzmy z nich wzór! Z Kartaginy już krok do Sidi Bou Said – miasta-pocztówki, które ze swoją biało-niebieską architekturą przypomina greckie wyspy. Koniecznie napij się tutaj herbatki w klimatycznej Cafe des Nattes, w której przesiadywali francuscy dekadenci. To na tutejszych uliczkach widziałam też najpiękniej ubrane Tunezyjki – wiele z nich wspaniale łączy w strojach tradycję z nowoczesnością. Co ciekawe, ubierają się bardzo monochromatycznie – to, co u nas parę lat temu stało się de mode, tutaj nabiera nowego wymiaru. Wyobraźcie sobie bowiem dziewczynę od butów po chustę na głowie i modną torebkę w ręku ubraną na kolor malinowy, zielony lub niebieski. Wyglądają zjawiskowo, bardzo dbają o każdy detal!

Monastir – najlepiej podziwiać je z wieży starej twierdzy obronnej, widok boski! Odwiedziłam też mauzoleum pierwszego prezydenta niezależnej Tunezji Bourguiby, który mimo władzy twardą ręką zrobił wiele dobrego dla kraju, np. dla szkolnictwa i do dzisiaj jest wielbiony przez wielu Tunezyjczyków. 

Sousse, Hammamet, Mahdia – w Sousse zachwyca stara medina z meczetem z IX wieku, W Hammamecie (starej części) – urokliwa medina z wąskimi uliczkami i sklepikami z rzemiosłem, a w Mahdii – leniwa atmosfera i… muzułmański cmentarz położony nad samym brzegiem morza.  

To tylko ułamek tego, co warto zobaczyć w Tunezji.

Więcej informacji i porad znajdziecie na stronie Tunezyjskiego Urzędu d/s Turystyki: www.tunezja.org.pl

Co przywieźć z Tunezji? 

Moje top ten to:

  1. Harissa.
  2. Pachnące ekstrakty, zwłaszcza piżmowy i jaśminowy, zapachy w kostce (do szafy, do smarowania skóry).
  3. Woda z kwiatów pomarańczy (pachnie trochę jak woda różana) – można ją dodawać do deserów lub nacierać ciało (przy przeziębieniach lub dla pięknego zapachu).
  4. Olejek arganowy (do skóry i włosów).
  5. Biżuteria z tradycyjnymi arabskimi motywami (np. dłonią Fatimy).
  6. Chusty, tkaniny, obrusy, dywaniki – ręcznie tkane, o różnej wielkości i wzorach, cudne!
  7. Likier mandarynkowy Cedratine lub daktylowy Thibarine – słodkie i pyszne (Tunezja jest też producentem niezłych win, mnie smakowały zwłaszcza białe).
  8. Orzeszki w każdym rodzaju – polecam piniowe oraz obtaczane w karmelu.
  9. Zestaw małych szklaneczek do serwowania herbaty z dzbankiem lub ceramika (ta najpiękniejsza – kolorowa, glazurowana – pochodzi z Nabul).
  10. Oczywiście fajka wodna i tytoń do niej w każdym smaku!
 Polecam!