CAŁA PRAWDA O CZERNIAKU

CAŁA PRAWDA O CZERNIAKU

8391
0
PODZIEL SIĘ

„Mnie ta choroba nie dotknie”. „Podejrzanych znamion nie należy wycinać”. W naszej świadomości pokutuje wiele mitów na temat czerniaka. Jaka jest prawda? Choroba ta atakuje 1 na 75 osób (biorąc pod uwagę całe życie jako okres obserwacji), z dużą częstością między 25. a 29. rokiem życia. Dobra wiadomość jest taka, że to nowotwór, który wcześnie wykryty jest całkowicie wyleczalny. Rozmawiałam o nim z dr Justyną Sicińską, dermatologiem, która styka się z nim niemal codziennie. I gorąco polecam ten wywiad – w mojej rodzinie były dwa czerniaki, a ja swoją skórę kontroluję regularnie. Wiem, że ten prosty nawyk może kiedyś uratować mi życie. (AK)

Pani Doktor, dlaczego ludzie tak bardzo nie chcą wycinać podejrzanych znamion?

Ciągle pokutuje mit, że możliwa jest transformacja znamienia podczas wycinania, że to właśnie ruszanie go może wywołać nowotwór. Oczywiście, to nieprawda, nie wiem, skąd się biorą takie przekonania. Młode osoby często mają też obawy przed nieestetycznymi bliznami. A używając odpowiednich technik dermochirurgicznych, niemal zawsze i w każdym miejscu można wyciąć znamię, pozostawiając niedużą lub nawet niemal niewidoczną bliznę – aby zminimalizować ryzyko jej pojawienia się (zwykle dotyczy to miejsc, w których skóra podlega naturalnemu naciąganiu, np. na grzbiecie), po zabiegu zalecamy czasowo zaprzestać ćwiczeń i intensywnego ruchu.

Rzeczywiście, kiedyś usuwała mi Pani znamiona z głowy i z ręki – nie mam po nich nawet kropeczki!  A kiedy jest najwyższy czas, aby przyjść do dermatologa i pokazać „pieprzyka”?

dr Justyna SicińskaZawsze, gdy dzieje się z nim coś niepokojącego. Na czerniaka bardziej narażone są osoby, u których bliskich zdiagnozowano tę chorobę, a także posiadające tzw. zespół znamion atypowych (dysplastycznych). Te osoby powinny kontrolować skórę raz na 6-12 miesięcy. Ponadto raz na 2 miesiące warto samodzielnie obejrzeć skórę całego ciała – tam, gdzie jest to trudne, np. na plecach, w okolicach intymnych, na pośladkach czy podeszwach, trzeba użyć lusterka. Głowę powinna obejrzeć druga osoba. Mitem jest także to, że czerniak nie pojawia się na owłosionej skórze, a kontrola głowy jest szczególnie ważna, bo zachodzące tutaj zmiany trudno kontrolować na co dzień.

dr Justyna Sicińska jest specjalistą dermatologiem, pracuje m.in. w Klinice Dermatologii Centralnego Szpitala Kinicznego MSWiA w Warszawie, przyjmuje też w gabinecie Sepcjalistów Dermatologów – www.dermatolodzy.com.pl

Czy czerniak boli, zawsze daje jakieś objawy?

Nie, nie zawsze. Czasami nie daje żadnych objawów i ma postać nieróżniącego się specjalnie od innych znamienia barwnikowego, może wręcz być malutką kropeczką – dlatego tak ważne jest, aby na kontrolę skóry udać się do doświadczonego dermatologa. Powinno nas zaniepokoić, gdy się powiększa, zmienia barwę, wykazuje tendencję do zanikania, zaczyna swędzieć czy pobolewać, a już na pewno, gdy samoczynnie krwawi. Wtedy do lekarza trzeba udać się natychmiast!

Kto zwykle choruje na czerniaka i jak częsta jest to choroba?

Mimo wzrostu świadomości na ten temat, obserwujemy stały wzrost zachorowań na czerniaka. 80 lat temu, biorąc pod uwagę okres obserwacji trwający całe życie, znajdowano go u 1 osoby na 1500, teraz 1 na 75, a więc wzrost jest prawie 20-krotny. Badania amerykańskie wskazują, że w tamtej populacji czerniak jest u kobiet szóstym, a u mężczyzn piątym nowotworem pod względem częstotliwości występowania. Dlaczego? Przede wszystkim zmienił się nasz sposób korzystania ze słońca, poza tym wiąże się to ze zjawiskiem migracji ludzi, zwłaszcza tych o jasnej skórze, do krajów o gorącym klimacie.  Od lat najwięcej zachorowań występuje w Australii, głównie u napływowej białej ludności, np. Irlandczyków. Do 40. roku życia czerniak cześciej dotyka kobiety, natomiast w grupie osób starszych troszkę częściej chorują mężczyźni (na 1 chorą kobietę przypada 1,2 mężczyzny). Obserwujemy, że czerniak często pojawia się w grupie tzw. młodych dorosłych – między 25. a 29. rokiem życia. Trzeba jednak pamiętać, że żadna grupa wiekowa nie jest poza ryzykiem, także dzieci – ostatnio zdiagnozowaliśmy czerniaka u 6-latka!

Czy łatwo można się wyleczyć z czerniaka?

eśli jest wykryty odpowiednio wcześnie, tak! Leczenie wczesnych form czerniaka jest czysto chirurgiczne, polega na wycięciu znamienia z odpowiednim marginesem zdrowej skóry wokół – żeby zapewnić usunięcie „zabłąkanych” tam komórek nowotworowych. Zmiana jest oddawana do badania histopatologicznego, potem w ramach profilaktyki prowadzi się okresowe badania krwi i węzłów chłonnych oraz, oczywiście, obserwację skóry. Świat bije się o to, aby rozpoznawać czerniaka na grubości 0,3-0,4 mm. To właśnie grubość naciekania komórek nowotworowych, a nie wielkość znamienia, ma bezpośredni związek z wyleczalnością czerniaka. Trzeba też pamiętać, że każdy gruby czerniak był kiedyś cienki – i to właśnie wtedy była największa szansa na jego całkowite wycięcie i wyleczenie.

A jakie jest tempo postępowania zmian?

Tutaj nie ma reguły. Niektóre zmiany mogą rozwijać się sukcesywnie przez wiele lat, inne pozostają „w uśpieniu” i nagle eksplodują. To dlatego kontrola znamion powinna stać się rutynowym elementem dbania o zdrowie, tak jak cytologia.  

Muszę o to zapytać – jakie są statystyki wyleczalności czerniaka w Polsce?

Nie najlepsze – jest ona niestety o 30% niższa niż w Europie Zachodniej i wynosi tylko 50%. Jest to skutkiem braku programów profilaktycznych oraz niewystarczającej świadomości zarówno wśród pacjentów, jak i lekarzy. Największe sukcesy w tej dziedzinie odnotowano w Australii – mimo że od lat rośnie tam liczba zachorowań na czerniaka, osiągnięto najwyższe wskaźniki jego wyleczalności (90%).

Tyle mówi się o tym, że słońce zwiększa ryzyko pojawienia się tego nowotworu. Z drugiej strony czasami pojawia się on na osłanianych częściach ciała. Jak to więc jest z tą ochroną przeciwsłoneczną w tym kontekście?

Wiemy na pewno, że ryzyko pojawienia się czerniaka znacznie zwiększają oparzenia słoneczne, zwłaszcza w dzieciństwie – a kto z nas jako dziecko nie był poparzony słońcem? Nie do końca jest ustalona rola filtrów UV w zapobieganiu czerniakowi, ale na pewno są one bardzo pomocne, bo chronią nas przed poparzeniami, a więc zmniejszają – choć nie eliminują – ryzyko. Narażenie skóry na działanie UV (także w solariach!)  jest jedynym kontrolowanym czynnikiem środowiskowym mającym związek z tą chorobą – nie mamy przecież wpływu na czynniki genetyczne. Wiadomo też, że zmiany w obrębie znamion mogą być stymulowane przez czynniki hormonalne, np. w czasie ciąży. Poza tym wtedy cały układ immunologiczny funkcjonuje inaczej, przypuszcza się, że to też może sprzyjać transformacji komórek skóry w nowotworowe.

Jak powinna wyglądać idealna ochrona przed UV?

Nie chodzi tylko o stosowanie kremów z filtrami, one nie zastąpią bowiem rozsądnego korzystania ze słońca. Powinno się unikać intensywnej oraz przerywanej ekspozycji na słońce – np. gdy na 2 tygodnie w roku wyjeżdżamy do gorącego kraju, a resztę roku spędzamy w biurze. Uważa się, że dzieci do 3. roku życia w ogólnie nie powinny być specjalnie wystawiane na słońce, tylko tyle, ile wymaga ich codzienna, normalna aktywność, i to najlepiej poza godzinami 11-14.00. Warto chronić oczy okularami z filtrami, skórę – specjalną odzieżą, głowę – nakryciem. Kremy ochronne nakładajmy często i w dużych ilościach. Tubka 200 ml powinna starczyć na maksimum 3-4 dni wakacji, to jednak trudne w rzeczywistości. Dlatego starajmy się korzystać ze słońca rozsądnie, unikając poparzeń.

Dziękuję za rozmowę.